Kenia, która nie została Palestyną

Dodano: 15/09/2015 - Nr 37 z 16 września 2015

Korespondencja z Nairobi \ O sporcie i tradycji

Samolot Kenya Airways leci na poziomie chmur. Wstaje świt. Schodzimy do lądowania w Nairobi, kenijskiej stolicy. Tylko godzina różnicy w porównaniu z Warszawą – tu jest 6.30 rano, u nas wcześniej o godzinę. Bardzo zimno, jak na powszechne wyobrażenie o Afryce: jest tylko 45 stopni Fahrenheita, czyli 6 stopni Celsjusza Kenia nie jest ostatecznym celem mojej podróży na Czarny Ląd – jakby to się kiedyś powiedziało ‒ dziś polityczna poprawność każe wielu szukać innych określeń. Stąd udaję się dalej, do sąsiedniej Tanzanii. Oba kraje łączy, poza granicą, także najwyższa góra na kontynencie, wznosząca się na poziom 5895 m n.p.m. Kilimandżaro. Większość z nas myśli, że znajduje się ona w Kenii ‒ bo stamtąd się ją zdobywa. Nie ‒ jest najwyższym szczytem Tanzanii.  Korupcja w cieniu sportowych triumfów  Kenijczycy jeszcze nie ochłonęli po swoich sukcesach w mistrzostwach świata w lekkiej atletyce. W Pekinie wygrali klasyfikację medalową, byli nawet przed USA! Naród wita
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze