Jazgot

Nie ma nic gorszego niż bezsilna wściekłość. Jazgot ratlerków z Wiertniczej i Czerskiej, wspierany przez farbowane lisy z „Newsweeka”, bije pod niebiosy tym donośniej, im większym poparciem cieszy się Andrzej Duda i im bardziej prawdopodobna jest samodzielna większość parlamentarna PiS-u jesienią.

Sfora rzuca się na ślepo za byle ochłapem pomówienia, byle kością niezgody.
Może tym razem uda się prowokacja i Andrzej Duda zdenerwuje się, odezwie się Jarosław Kaczyński lub przynajmniej wypuści z komórki Antoniego Macierewicza, a wtedy będzie jazda jak za starych, dobrych czasów.
Oczywiście można by przyjąć inną strategię, zacząć działać bardziej pojednawczo, nawrócić się na pluralizm, dopuszczać na łamy i do studiów inaczej myślących. Tyle że reżyserzy i gwiazdorzy nagonki wiedzą, że to im nic nie da. Gra toczy się o wszystko – przegrają i nikt nie będzie z nimi gadać. Nie łudzą się jak pani premier, że jednego dnia można bezkarnie oskarżać i obrażać, a następnego spotykać się na wybłaganych radach gabinetowych.
Świat kłamstw, który mógł istnieć w warunkach medialnego monopolu, jeśli wygra prawda, nie będzie miał racji bytu. I co zrobią ci wszyscy celebryci, bezczelne mędrki z telewizji śniadaniowych i kolacyjnych, komentatorzy (czy raczej „komendatorzy”) klepiący frazesy, zgodnie z ustaleniami partii i rządu? Najpierw znikną z mediów publicznych, walcząc o każdą godzinkę w ramówkach stacji komercyjnych, chociaż i tam nie wróżę im długiego żywota.
Kto będzie chciał z nimi rozmawiać, o podawaniu ręki nie wspomnę?
Grają więc na dalszy konflikt, na nienawiść, licząc na jakiś cud, który odwróci niekorzystny bieg zdarzeń.
Tyle że Wysoka Instancja Odpowiedzialna za Cuda nie wydaje się być im przychylna. Kiedy rząd zebrał się, by rozważać wprowadzenie klęski żywiołowej z powodu suszy, co przesunęłoby wybory na dalszą przyszłość, lunął deszcz jak Polska długa i szeroka.
A tu kredyty nabrane, standard życia...
[pozostało do przeczytania 24% tekstu]
Dostęp do artykułów: