Polskie wiktorie, obce kłamstwa

Widziane z Brukseli \ Ryszard Czarnecki

Im bardziej naród polski jest opluwany w zachodnich i wschodnich sprzedajnych mediach, tym bardziej warto głośno krzyczeć na cały świat „Cześć i chwała bohaterom!” Właśnie obchodziliśmy 95. rocznicę pobicia bolszewickiej Armii Czerwonej pod Warszawą. Daliśmy bolszewikom łupnia, ale miało to przecież nie tylko wymiar polskiej, narodowej wiktorii. Tak o tym w „The eighteenth decisive battle of the Word: Warsaw 1920” pisał Edgar Vincent D’Abernon: „Gdyby Piłsudskiemu i Weygandowi nie udało się pod Warszawą powstrzymać triumfu Armii Czerwonej, przyniosłoby to w rezultacie nie tylko niebezpieczny zwrot w dziejach chrześcijaństwa, lecz również fundamentalne zagrożenie całej zachodniej cywilizacji”. Oczywiście, jak to w dziejach Polski bywało ‒ i bywa! ‒ wojskom najeźdźców towarzyszyli miejscowi zdrajcy. Potem te wszystkie Kony i Marchlewskie w popłochu uciekały do Mińska Białoruskiego wraz z garstką żołnierzy renegatów.  Wielka polska historia składa się wszakże z historii
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze