Zapiski człowieka wolnego

Pietrzak nie ma wątpliwości, że życie jest zbyt krótkie, by zajmować się drobiazgami – trzeba mówić przede wszystkim o rzeczach ważnych i najważniejszych

Publikowanie najzabawniejszych nawet felietonów obciążone jest sporym ryzykiem. Felieton to przeważnie jętka jednodniówka, a czas bywa bezlitosnym weryfikatorem naszych ocen, opinii i prognoz. Jan Pietrzak należy do nielicznych wyjątków. Swoje felietony z lat 2008–2015, ukazujące się na łamach „Tygodnika Solidarność” i „Dziennika Polskiego”, może przypominać śmiało bez korekt i komentarzy. Co więcej, składają się one na kronikarski obraz lat dla III RP najtrudniejszych, przełamanych tragedią smoleńską. Nie bez powodu w przedmowie prof. Andrzej Nowak porównuje lata rządów Platformy do czasów saskiego grillowania. W odróżnieniu od sarmackiej beztroski, w owym siedmioleciu dominuje klimat seansów nienawiści, przemysłu pogardy i powszechnego wykluczania z wiodących mediów ludzi już nie tyle „inaczej”, ile w ogóle myślących! 
Ciekawych czasów dożyliśmy! Poza wczesnym stalinizmem, paroksyzmem Marca ’68 i stanem wojennym trudno znaleźć okres, w którym władza i jej psiarnia dotkliwiej poniewierała milczącą większość.
Ale i tym razem Janek pozostał niezawodny, nie uciekł na wewnętrzną czy zewnętrzną emigrację, walcząc piórem i mikrofonem, z równą determinacją jak wtedy, kiedy z zawałem prowadził trzeciomajowego poloneza na pl. Zamkowym. Złość rozładowywał śmiechem, jak za komuny, mówiąc o sprawach, o których głucho było w szerokim eterze.
Po blisko półwieczu współpracy z Jankiem (okrągły jubileusz naszego spotkania będę świętował za dwa lata) nie mam wątpliwości, co jest głównym wyróżnikiem twórczości „ojca dyrektora polskiego kabaretu” –  obywatelskość!
Pietrzak nie ma wątpliwości, że życie jest zbyt krótkie, żeby zajmować się drobiazgami – trzeba mówić przede wszystkim o rzeczach ważnych i najważniejszych. Oczywiście komunikatywnie, odważnie i śmiesznie. Treść nie może...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: