Jak Moskwa potrafi kusić

Federacja Rosyjska po agresji na Krym i Donbas robi dosłownie wszystko, aby zneutralizować Zachód i nie dopuścić do jeszcze większej izolacji swojego kraju. Stosunki rosyjsko-unijne oraz rosyjsko-amerykańskie znalazły się na największym zakręcie od finalnego okresu zimnej wojny

Warto prześledzić repertuar zagrywek Moskwy, których celem jest „obłaskawienie” instytucji międzynarodowych zachodnich państw i rządów oraz pozyskanie dla swoich celów nawet niewielkich środowisk politycznych w krajach członkowskich UE. 
„Front zachodni” Kremla 
Mamy tutaj do czynienia z niewątpliwą medialno-gospodarczo-polityczną ofensywą Rosji. Ciekawe, że Kreml nie skupia wszystkich sił na jednym ‒ zachodnim  – froncie, ale stara się atakować na kilku kierunkach. Właśnie, niestety, odnosi sukcesy na Kaukazie Południowym, o czym miałem się okazję naocznie przekonać w ciągu moich pięciu wizyt w tym regionie w ostatnim półroczu. Nie chce mi się wierzyć, że demonstracje w Erywaniu nie były przynajmniej w jakiejś mierze inspirowane, a na pewno wykorzystywane przez Rosjan. Czy to nie znamienne, że rozpoczęły się akurat w czasie, gdy Armenia – dość rozpaczliwie szamocząca się między Wschodem a Zachodem – próbowała po raz kolejny podjąć rozmowy z Unią Europejską w celu podpisania umowy o współpracy – oczywiście już innej niż Umowa Stowarzyszeniowa odrzucona  przez nią w sierpniu 2013 r. Niektórzy eksperci interpretują owe protesty – których organizatorzy starannie unikali antyrosyjskich akcentów – jako rosyjską presję na prezydenta Serża Sarkisjana: „Rozmawiasz z Brukselą – to masz!”. Moskwa od dziesięcioleci gra kartą opozycji, nawet w państwach, które znajdują się w jej orbicie wpływów politycznych, gospodarczych czy militarnych (a takim krajem jest właśnie Armenia). Pisałem o tym w poprzednim artykule z cyklu „Geopolityka”, który ukazał się w „Gazecie Polskiej” 1 lipca.
Oczywiście jednak tym głównym frontem neutralizacji „elementów antyrosyjskich...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: