Przekręt finansowy ze służbami w tle

Indywidualni wierzyciele SKOK Wołomin, znajdującego się od lutego w stanie upadłości (od listopada ub.r. zarządzanego przez komisarza), nie składają broni. Ich głównym celem jest niedopuszczenie do forsowanego przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny rozwiązania: sprzedaży w częściach pozostałego majątku upadłej Kasy firmom windykacyjnym

Gra idzie o niebagatelną kwotę 119 mln zł. Chodzi o lokaty o wartości ponad 100 tys. euro każda, które założyło w SKOK Wołomin 781 osób skupionych w Stowarzyszeniu Wspierania Spółdzielczości Finansowej im. św. Michała (SWSF). Wymieniona kwota ma istotne znaczenie, zgodnie bowiem z istniejącym prawem, gdy dochodzi do upadłości takich instytucji jak banki czy spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK), składane w nich depozyty, w wysokości nieprzekraczającej 100 tys. euro (obecnie ponad 417 tys. zł), podlegają zwrotowi w pełnej wysokości przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Upadłość wskutek przestępczej działalności
Walka o zwrot oszczędności na lokatach stanowi skutek ogłoszonej przez Komisję Nadzoru Finansowego upadłości SKOK Wołomin. Doszło w nim do przestępczej działalności zorganizowanej grupy, skupiającej m.in., przebywającego od końca października ub.r. w areszcie prezesa zarządu Mariusza G. oraz Piotra P., b. członka zarządu związanego z dawnymi służbami WSI. Kolejni zatrzymani przez CBŚ usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw oraz wyłudzania pożyczek i kredytów w kwocie nie mniejszej niż 183 mln zł. Rolą zatrzymanych było organizowanie tzw. słupów oraz dokumentacji potrzebnej do uzyskania kredytów.
Tymczasem swoje oszczędności w łącznej kwocie ponad 2 mld zł odzyskali wszyscy właściciele lokat o wartości do 100 tys. euro. Właściciele depozytów o wartości powyżej tej kwoty nie otrzymali ani złotówki. Wśród nich znajdują się m.in. przedsiębiorcy, którzy zakładali nawet kilkumilionowe lokaty. Reprezentujący ich Piotr Stasiewicz, prezes SWSF, pod...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: