Władza artystom

Aktor Marian Opania wyznał mi niedawno, że najdalej wiosną spodziewa się zobaczyć siebie w roli ogrodnika w więziennym uniformie, grabiącego grządki wokół gigantycznego pomnika Lecha Kaczyńskiego na dziedzińcu Pałacu Namiestnikowskiego. To naturalnie żart, ale w każdym żarcie kryją się różne podskórne lęki i niepokoje.

Sądzę, że jeśli sukces Dudy i prawdopodobne zwycięstwo prawicy w wyborach jesiennych ma oznaczać koniec wojny polsko-polskiej, wygrani będą musieli w jakiś sposób dogadać się z przegranymi. Tym bardziej że wśród kibiców Partii Obciachu znalazło się sporo artystów naprawdę wybitnych, i nie jest naszym narodowym interesem wypychać ich na zewnętrzną czy wewnętrzną emigrację.
Musi w końcu dotrzeć do nich, że normalnie funkcjonujące, suwerenne państwo, prowadzące aktywną politykę kulturalną, opartą na narodowej tradycji, leży w interesie wszystkich. Że większość ich fobii była wynikiem zabiegów propagandowych i umiejętnego nacisku medialno-finansowego. Muszą zrozumieć, że ich wielka zawiedziona miłość – Platforma (z nazwy) Obywatelska – dokonała na polu kultury niemałych spustoszeń, które również ich dotknęły. Przykłady?
PO cofnęła uzysk podatkowy, co oznacza, że aktywni artyści (bynajmniej nie honoracyjni kominiarze) płacą dwa do pięciu razy więcej podatku niż rok temu.
Wprowadziła VAT na książki, wpływając na obniżenie czytelnictwa.
Odsunęła od współdecydowania, np. w pracach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stowarzyszenia twórcze.
Okroiła działalność misyjną mediów publicznych (teatr telewizji, słuchowiska, ambitna rozrywka) do minimum.
Wyrzuciła poza nawias mainstreamu wielu twórców niepokornych. Nie zwiększyło to bynajmniej przestrzeni pokornym. W dodatku polityka promocyjna nie sprzyjała dziełom patriotycznym, opartym na tradycyjnych wartościach, promując postnowoczesne, genderowe potworki.
To wszystko ma szanse się zmienić. Najlepiej przy szerokim współdziałaniu...
[pozostało do przeczytania 19% tekstu]
Dostęp do artykułów: