System wiecznie żywy

Jako modelowy autokrata, Władimir Władimirowicz Putin posiada wiele twarzy, czy raczej masek, lubi prezentować się jako dobrotliwy ojciec narodu prowadzący dialogi ze swoimi poddanymi, co z drugiej strony nie przeszkadza w wysyłaniu ich na rzeź, nie tyle „za rodinu”, ile za imperium.

Bywa obrońcą cerkwi i tradycyjnych wartości, nie gardząc w praktycznej polityce kłamstwem, zbrodnią i terrorem. Umiejętnie kokietuje rozmaitych pożytecznych idiotów, kusząc rosyjskim obywatelstwem, choć niektórzy (jak Depardieu) zwabieni na jego lep po pewnym czasie przeglądają na oczy i dają drapaka z putinowskiego raju. Ciekawe, że prawdę o takim osobniku możemy poznać nie tylko z posunięć globalnych, ale i niejednokrotnie drobnych.
Światowym hitem filmowym wchodzącym na nasze ekrany jest ostatnio „System”, opowieść o seryjnym zabójcy dzieci, grasującym swobodnie w 1953 r. w Związku Radzickim i ściganym przez „dobrego czekistę”, który ostatecznie osiągnie sukces. Teoretycznie ktoś taki jak Lew Demydow, dowodzący, że i w stalinowskiej bezpiece zdarzały się przypadki człowieczeństwa, powinien stanowić przedmiot dumy i być wzorem dla swoich następców. A jednak film nakręcony na bazie znakomitej powieści decyzją Putina nie będzie dopuszczony do dystrybucji w Rosji. Tak jak kiedyś uznawano, że zbrodnia (poza szpiegostwem) nie może plenić się w socjalistycznym społeczeństwie, tak dziś krytyka stalinowskich „organów”, wzmianki o wielkim głodzie i powszechnym terrorze są w nowej Rosji zabronione. Prawo wyklucza możliwość uczciwych ocen Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a próba ukazania prawdziwego obrazu życia w ZSRR, w dodatku dokonywana przez coraz bardziej nienawistnych imperialistów, jest niedopuszczalna. Stosunek do przeszłości, idealizowanie Stalina i służba nieprawdzie są dziś bardziej rygorystyczne niż za Jelcyna czy Gorbaczowa, a pod pewnym względem nawet za Chruszczowa.
Co do filmu, być może współczesny car uznał postać seryjnego zabójcy za...
[pozostało do przeczytania 25% tekstu]
Dostęp do artykułów: