Zbiry Putina i polscy patrioci

Niedawno byłam na Ukrainie. Pojechałam tam, by poznać losy 19-latka, który jeszcze kilka miesięcy temu jako ochotnik walczył w batalionie Ajdar w okolicach Doniecka, m.in. na tamtejszym lotnisku. Nie miał szczęścia. Rosjanie trafili pociskiem czołgowym jego gazik – zginęli wszyscy nim jadący poza moim rozmówcą. Chłopak cudem uszedł z życiem. Ranny, ogłuszony, kompletnie bezbronny stał się zabawką w rękach dziczy, którą Putin wysłał na Ukrainę. Moskiewscy „pogromcy faszyzmu” nie mogli przepuścić takiej okazji i odrąbali nieszczęśnikowi rękę. Później z lubością tarmosili zwłoki jego kolegów, ustawiali je do zdjęć, wypychali kieszenie poszarpanych ubrań nieboszczyków banknotami dolarów
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: