USA: wesołe barwy kampanii

Czy Andrzej Duda powinien rapować (rap oczywiście jest tu metaforą)? Jeśli miałoby to pomóc mu wygrać z konkurencją, to dlaczegoż by nie?

W kampanii wyborczej poza, jasne, faktami, argumentami, wiedzą o przeciwniku, czyli tak zwanym ABC polityki, potrzebna jest finezja, poczucie humoru, umiejętność zakpienia (wyszydzenia) rywala. Trochę jest z tym krucho w obecnej kampanii, choć rozumiem, że najlepsze dopiero przed nami. Zwłaszcza między pierwszą a drugą turą. Za to po sąsiedzku, za Wielką Wodą, w Ameryce ‒ wręcz przeciwnie. U jankesów w polityce „sense of humor”, swoiste poczucie humoru, nieraz politycznie właśnie zabójczego ‒ to norma. I to norma wyśrubowana.
Amerykańscy politycy świetnie bawią się słowem, używając barwnych porównań, czasem wieloznacznych. W ostatnich wyborach do Senatu wybrano wcześniej nieznaną republikankę Joni Ernst. Zdobyła ona popularność, używając w kampanii niebanalnego hasła: „kastracji młodych świń”(!) mającego oznaczać, że potrafi odciąć dopływ pieniędzy używanych w celu rozwoju politycznych karier w Waszyngtonie. Jej kolega, też wcześniej nieznany republikanin Rob Maness zdobył wyborców w stanie Luizjana filmem, w którym pokazał, jak jest waleczny... szarpiąc się z aligatorem. Pomysł niecodzienny i na tyle dobry, aby wygrać wybory z dwoma poważnymi konkurentami.
W Polsce partie polityczne na użytek kampanii korzystają czasem z muzyków, w tym ‒ choć rzadziej – raperów. Tak było w przypadku rapera Mezo z Poznania, wykorzystanego w swoim czasie przez lewicę. Tymczasem politycy z USA sami rapują, ba, wręcz wydają rywalom „wojnę rapową”. Tak było w przypadku Mitcha McConnella ze stanu Kentucky, który podłożył muzykę pod cytat swojej rywalki. Jego konkurentka Alison Lundergan Grimes cytowała z kolei swoją babcię: „What rhymes with Alison Lundergan Grimes?” ‒ „Co rymuje się z Alison Lundergan Grimes?”. Republikanin Mr McConnell w swoim muzycznym wyborczym spocie uderzył w rywalkę trzema propozycjami...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: