Dama z genem patriotyzmu

W losach Marii Kaczyńskiej jest trochę z bajki o Kopciuszku. Bo nie chodzi o to, w jakich warunkach się urodziła, tylko o system wartości, w którym wzrastała. Jej postawa zdumiewała w świecie, w którym przyszło jej żyć, w świecie bez zasad, z wytrzebionym systemem wartości, w dużym stopniu bez prawdziwej elity. A Pani Maria urodziła się polską inteligentką i taką pozostała do końca - z Marią Dłużewską, autorką filmu „Dama”, rozmawia Sylwia Krasnodębska

Film „Dama” nie jest o kobiecie, która stoi w cieniu swojego męża.
W ogóle nie przyszło mi do głowy, by tak pomyśleć o Marii Kaczyńskiej.

Przecież tak najczęściej myśli się o pierwszych damach. Przez pryzmat męża prezydenta.
Prawdę mówiąc, zapomniałam o tym, że Pani Maria jest żoną prezydenta. Zafrapował mnie jej życiorys; uznałam, że to dla mnie szansa, bo poprzez jej postać mogę opisać losy polskiej, kresowej inteligencji. To opowieść o dziewczynce urodzonej na Wileńszczyźnie w czasie wyjątkowo okrutnej na tamtych terenach wojny, która zostaje pierwszą damą. Oczywiście w jej losach jest trochę z bajki o Kopciuszku. Bo nie chodzi o to, w jakich warunkach urodziła się ta dziewczynka, tylko o system wartości, w którym wzrastała. Jeden stryj wywieziony na Syberię i walczący potem pod Monte Cassino, kolejny – żołnierz 5 Brygady Wileńskiej AK zginął w walce, inny został zamordowany w Katyniu. Cały czas myślałam o tym, że dziecko otoczone takimi ludźmi powinno w życiu wygrać. Bo dotknęło wszystkiego: nędzy, tułaczki, głodu, utraty najbliższych. W takiej rodzinie, w której żyła Pani Maria, od początku się wie, co w życiu jest ważne. Jakie są obowiązki wobec ludzi, wobec ojczyzny. Pani Maria w pewien sposób odruchowo niosła pomoc ludziom w potrzebie, bez względu na to, kto potrzebował tego wsparcia. Czy sprzątaczka w Pałacu Prezydenckim, której zachorował syn, czy Czeczenka znaleziona w Bieszczadach, która potrzebowała pomocy polskich władz...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: