Kłamstwo smoleńskie w służbie Komorowskiego

Po pięciu latach oficjalny przekaz w sprawie Smoleńska jest jeszcze gorszy niż na samym początku. Nastąpił powrót do najgorszych oskarżeń rosyjskich, tez Sikorskiego o winie pilotów i donosów Anodiny o obecności generała Błasika w kokpicie – mówi Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej, w rozmowie z Grzegorzem Wierzchołowskim

Po pięciu latach od katastrofy smoleńskiej oficjalny przekaz jest taki sam jak w 2010 r.: tragedia była zwykłym wypadkiem, za który główną odpowiedzialność ponoszą polscy piloci...
Niestety, ten oficjalny przekaz jest jeszcze gorszy niż na samym początku. Nastąpił powrót do najgorszych oskarżeń rosyjskich, tez Sikorskiego o winie pilotów i donosów Anodiny o obecności generała Błasika w kokpicie. Do ostatniej konferencji prokuratury śledczy brali pod uwagę, przynajmniej formalnie, hipotezę zamachu terrorystycznego, który doprowadził do śmierci 96 Polaków znajdujących się na pokładzie samolotu Tu-154. O tej wersji mówiono co prawda bardzo cicho, traktując ją marginalnie, niemniej z procesowego punktu widzenia prokuratura podtrzymywała fakt prowadzenia działań w tym kierunku. Oczywiście w międzyczasie były różne fazy, czasami prokurator generalny Andrzej Seremet mówił o zamknięciu wątku działań osób trzecich, potem się z tego wycofywano, ale formalnoprawnie przyczyny katastrofy nie były ustalone. Na ostatniej konferencji śledczy stwierdzili zaś jednoznacznie, że hipoteza zamachu nie będzie dłużej badana, gdyż przyczyny tragedii z 10 kwietnia 2010 r. zostały już stwierdzone. Przyczyną – jak się dowiedzieliśmy – były rzekomo błędy pilotów.
Biorąc to wszystko pod uwagę, w kwestii tzw. oficjalnego przekazu zmieniło się bardzo dużo. Także to, że prokuratura podczas ostatniej konferencji przyznała się do jawnej manipulacji materiałem dowodowym, i to na niebywałą skalę.

O jaką manipulację chodzi?
Śledczy odrzucili...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: