Medialne szczury

Najpierw były kłamstwa o tym, że piloci przymuszeni przez pijanego polskiego prezydenta próbowali wylądować w Smoleńsku. Później, że to pijany dowódca lotnictwa kazał im lądować. Następnie o tym, że w ogóle na pilotów naciskano, a dowódca lotnictwa pokłócił się z nimi jeszcze przed wylotem z Warszawy. I tak szły przez media głównego nurtu insynuacje, oszczerstwa, bajdy niestworzone. Zdemaskowano pierwsze kłamstwo, w obiegu natychmiast pojawiały się drugie, trzecie, czwarte i tak bez końca

Ktoś powie, że mogło to wynikać z emocji, gorączkowego poszukiwania prawdy o katastrofie w Smoleńsku. Tak mogłoby być, gdyby media głównego nurtu rzeczywiście szukały prawdy. Ale rychło okazało się, że ich zadania są zgoła inne, żadne „gorączkowe”, wręcz przeciwnie, na zimno i precyzyjnie wykalkulowane: mają przekazywać wersję oficjalną władz państwowych, ośmieszać wszelkie inne hipotezy, zwalczać ludzi starających się ustalić prawdziwy przebieg wydarzeń. I wszelkie medialne szczury z głównych telewizji, Agory, „Polityki” i tego typu miejsc ochoczo ruszyły, by wykonać to zlecenie władzy.
Miłośnicy putinowskiej prawdy
Dziś, po jawnej agresji Rosji na Ukrainę, byłoby to trudniejsze, ale wówczas – w pamiętnym 2010 roku – establishment III RP bez żenady obejmował się z Putinem i chłonął niczym miód każde jego słowo. Andrzej Wajda, pamiętamy, uznał, że katastrofa w Smoleńsku to świetny moment na pojednanie z Rosjanami, którzy wprawdzie wyrządzili nam kiedyś krzywdę w Katyniu, lecz przecież swoją posmoleńską empatią, jego zdaniem, odkupili wszelkie winy. Ten ton dominował w mediach głównego nurtu, akcja zapalania świeczek na cmentarzach i przy pomnikach Armii Czerwonej miała być dowodem naszej „europejskości”. Media prawicowe – podobnie jak Prawo i Sprawiedliwość oraz inne grupy prawicowe – poszukujące prawdy o Smoleńsku stały się dla głównego nurtu medialnego widomym symbolem obskurantyzmu i zacofania. Światło prawdy niósł mainstreamowi III RP...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: