Kilka dni w Doniecku. Witajcie w Mordorze

Piski to zachodnie przedmieścia Doniecka. Położone są niedaleko lotniska, o które jeszcze nie tak dawno toczyła się jedna z największych bitew wojny ukraińsko-rosyjskiej. Dziś to w tej miejscowości przebiega front. Przyjechaliśmy tam zobaczyć, jak wygląda tak opiewany przez zachodnie media i polityków „rozejm”, który wywalczyli Merkel i Hollande w Mińsku

Jedziemy rozklekotaną terenówką, w której wysiadło ogrzewanie. Jest bardzo zimno. Wilgoć z naszych oddechów skrapla się, a następnie zamarza na wewnętrznych stronach szyb.
Towarzyszą nam żołnierze stacjonującego tam batalionu ochotniczego. Im bliżej Pisków, tym bardziej są podnieceni. Za oknami zaczynają pojawiać się obrazy zniszczeń wojennych. Spalone domy, leje po bombach, wrak czołgu na drodze... Dżoni, jeden z ochotników, cieszy się: „Wojna, w końcu wojna!”. Ostatni blockpost przed Piskami, kilka czołgów i stanowisko karabinu maszynowego. Drugi z naszych towarzyszy, pseudonim Szaman, szczerząc do nas niepełne uzębienie, mówi: „Witajcie w Mordorze!”.
Rozejm? Pierwsza nasza myśl – fajnie, gdyby tu byli ci wszyscy Francuzi i Niemcy, którzy bredzą o zawieszeniu broni...
Dzień pierwszy
Na początku liczyliśmy wybuchy, ale dość szybko straciło to sens. Było ich zbyt wiele. Ziemia w Piskach się czasem trochę trzęsie. Rosyjski pokój pełną gębą. Czasem granat, czasem snajper, czasem kałasznikow. Rozerwane na kawałki domy, czarna ziemia poorana głębokimi kraterami, spalone czołgi. Ale podobno i tak separatyści strzelają z artylerii mniej niż jeszcze kilka dni temu. Chłopaki żyją w koszmarnych warunkach, zimno jak cholera, ale morale wysokie. Palimy papierosy i pijemy ciepłą kawę w piwnicach zrujnowanych domów, na ścianach wiszą karabiny i obrazy Matki Boskiej. Ochotnicy często są bardzo młodzi. 18, 19, 20 lat. Zarośnięci, niełatwo się tu golić. O, przed sekundą rąbnęło kilka razy. Pytamy znajomego z batalionu, co to było. „No, jak to co? Rozejm” – odpowiada, śmiejąc...

[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: