Krwawiąca Ukraina

Analiza wydarzeń na Ukrainie to studium hipokryzji, bierności, ale i strachu sytego Zachodu – mówi Wojciech Mucha, autor książki „Krew i ziemia”. Korespondent w ciągu jednego roku był na Ukrainie dwanaście razy i przywiózł nam poruszającą opowieść o kraju, który wszedł na krwawą drogę do samostanowienia, stawiając w tej grze wszystko na jedną kartę

Serce Ukrainy bije tutaj. Ukraina się rodzi” – czytamy w relacjach Muchy z śmiercionośnych walk na Majdanie w grudniu 2013 r. i na początku 2014 r. Reporterskie relacje dziennikarza, który zmienił się w korespondenta wojennego, poruszają dramatyzmem opisywanych wydarzeń. Mówiąc o uczestnikach Majdanu, pisze o nich jako o armii, „jakiej nie widział żaden współczesny konflikt”. Jak nietypowa jest armia walcząca o wolność, tak nietypowy jest też wróg – autor książki nazywa go hybrydą. To oligarchiczno-postkomunistyczny reżim, który przez ostatnie lata doprowadził kraj na skraj przepaści. Mucha przywołuje dane, według których 4/5 całego majątku kraju w czasie majdańskich walk należało do 0,00003 proc. społeczeństwa! Przytacza historię potwierdzającą smutny fakt, że Ukraina to państwo zżarte przez korupcję, gdzie „okrągła pieczątka i rosyjski język to wciąż wytrych do wszystkiego w tym kraju”. 
Opisując konflikt ukraiński, autor unika poprawności, w którą wpadamy, kibicując Ukrainie. Pisze bowiem o opozycjonistach obwieszonych upowską symboliką, z zawiązanymi wokół szyi szalikami z podobizną Bandery. Wśród tych Ukraińców szuka odpowiedzi na pytania o prawdziwe oblicze ukraińskiego nacjonalizmu. „Nie jestem ukrainofilem. Nie jestem też ukrainofobem. Te dwie postawy, tak częste w polskiej debacie publicznej i de facto ją determinujące, to »zło«, które nie pozwala nam realnie spojrzeć na sytuację na Wschodzie. Oczywiście, mam na Ukrainie przyjaciół, mam piękne wspomnienia i sporo planów. Staram się jednak patrzeć realnie. I pomimo zastrzeżeń zarówno do postaw samych Ukraińców, jak i państwa...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: