Bahrajn, czyli prawdziwe wybory w islamie

Chciałbym, aby Polska nie była ani drugą Japonią, ani drugą Irlandią, tylko drugim Bahrajnem. Przynajmniej gdy chodzi o wybory. Miałem okazję w tym niewielkim kraju nad Zatoką Perską obserwować wybory do parlamentu i jednocześnie lokalne. Odbyły się one sześć dni po naszych samorządowych. Gdy je kończono, PKW w Polsce podawała wyniki głosowania sprzed blisko 150 godzin. Porównanie Polski z krajem, który ma swój parlament od 2001 r., wypada dla nas fatalnie

W Manamie, stolicy kraju, widziałem w lokalach wyborczych przezroczyste urny. Dlaczego takich nie może być w Warszawie, Wrocławiu czy pod Poznaniem? Skoro tutaj – bo piszę te słowa jeszcze w Bahrajnie – można
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: