Spełniona wizja

Książkę zamyka się z pewnym uczuciem ulgi – są ludzie w Ameryce, którzy doskonale wiedzą, co się naprawdę dzieje w naszym regionie świata

Rok temu z ogromnym żalem przyjąłem śmierć Toma Clancy, twórcy znakomitych powieści sensacyjnych, rozpoczętych słynnym „Polowaniem na Czerwony Październik”. Opłakiwałem też jego bohaterów, z Jackiem Ryanem na czele, kreowanym zazwyczaj przez  Harrisona Forda agentem CIA, który został prezydentem USA. Książki te na tle ogromu lewackich i poprawnych politycznie bredni stanowiły ostoję rozsądku, realizmu i kultu takich cnót jak honor czy patriotyzm. Nową powieść – „Zwierzchnika” – przyjąłem z niedowierzaniem i pewnym niepokojem, obawiając się, czy nie stanie się z Clancym tak jak z Ludlumem, którego twórczość pośmiertna zaczyna dorównywać tej za życia.
O wspomnianym dziele, w którym mimo obecności współautora czuć rękę mistrza, można powiedzieć, że jest prorocze. Powstało w 2013 r., a wygląda, jakby napisane zostało dziś, a nawet jutro. Opisuje ono bowiem agresję Rosji na Ukrainę. Prezydent rezydujący na Kremlu jedynie nazwiskiem różni się od Putina, ma jednak identycznie imperialne aspiracje powrotu do sytuacji z czasów ZSRS, podporządkowania „bliskiej zagranicy”, stworzenia z Chinami przeciwwagi dla USA. Takie same są metody – doprowadzone do perfekcji kłamstwa propagandowe, czarowanie przywódców Unii Europejskiej, zastosowanie w odpowiednim momencie broni w postaci kurka z gazem...
Wrócono do metody zabójstw politycznych, giną w kraju przeciwnicy reżimu, za granicą otruty zostaje (polonem!) wysoki funkcjonariusz FSB (wypisz, wymaluj jak Litwinienko!).
Agresja na Ukrainę też przebiega podobnie jak w rzeczywistości. W odpowiedzi na wybór na prezydenta ukraińskiego patrioty najpierw ujawniają się rosyjskojęzyczni separatyści, często wspierani przez struktury mafijno-kryminalne, potem dochodzi do starć ulicznych i prowokacji, inwazji Krymu, wreszcie otwartej militarnej ofensywy na...
[pozostało do przeczytania 30% tekstu]
Dostęp do artykułów: