Z dziejów honoru w Polsce

Dodano: 14/10/2014 - Nr 42 z 15 października 2014

Pożyczyłem sobie ten tytuł (bez pytania) od Adama Michnika, chociaż nie bardzo wiem, czy wypada robić tak w przypadku nekrologu. Honor w Polityce Polskiej jest bowiem Wielkim Nieobecnym. A słowa „ludzie honoru”,  podobnie jak „język parlamentarny”, oznaczają dziś dokładnie swoje przeciwieństwa. Kiedyś utrata twarzy była równoznaczna ze śmiercią cywilną, wypadnięciem z towarzystwa, ba! – ze swojej sfery, a człowiekowi przyłapanemu na kłamstwie pozostawało jedyne honorowe wyjście – samobójstwo. Dziś w żadnym wypadku. Może się taki Sławomir Nowak zaklinać, że złoży mandat, Donald Tusk przysięgać, że nigdy nie przedłoży międzynarodowej kariery nad służbę krajowi, a Bartłomiej Sienkiewicz obiecywać, że wykryje sprawców podsłuchów. I co? I nic! Wielka kłamczucha spod Smoleńska awansuje na najwyższe stanowiska, bohaterowie afery hazardowej wracają z wdziękiem jednorękich bandytów, a naród...? Niestety przyzwala na kolejne świństwa, głosując co jakiś czas na to towarzystwo.
     
45%
pozostało do przeczytania: 55%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze