Hongkong kontra Pekin

Rewolucja parasoli w Hongkongu wzbudza strach przywódców Chin Ludowych. Obawiają się oni, że prodemokratyczne apele w Hongkongu, a także w Makau, a wcześniej antychińskie protesty na Tajwanie, rozszerzą się na część kontynentalną kraju i zagrożą partii komunistycznej

Partia cały czas zapewnia, że pod rządami Pekinu dawna brytyjska kolonia kwitnie, a mieszkańcy Hongkongu cieszą się przywilejami jak nikt inny w ChRL-u. Tym przywilejem miała być ogłoszona 31 sierpnia decyzja, że w 2017 r. Hongkończycy będą mogli po raz pierwszy w historii wybrać szefa administracji w wyborach powszechnych. Jednak ten wybór według Pekinu oznacza, że kandydować będą mogły wyłącznie osoby zaakceptowane przez wierny Pekinowi komitet nominacyjny.
Na rozwój wydarzeń w Hongkongu z niepokojem patrzy Tajwan, uważany przez Pekin za zbuntowaną prowincję. Pekin chce, by wyspa, tak jak Hongkong, jak najszybciej wróciła do „macierzy”.
Hongkończycy
– obywatele drugiej kategorii
Po powrocie Hongkongu do Chin w 1997 r. Pekin obiecał, że wprowadzi niczym nieograniczone wybory powszechne. Zmiana stanowiska Pekinu odbierana jest przez mieszkańców Hongkongu jako kolejne oszustwo komunistów. Prowadzona przez Pekin polityka „jeden kraj, dwa systemy” nie działa. W rzeczywistości, jak mówią sami Hongkończycy, to właśnie pod rządami Pekinu Hongkong stał się prawdziwą kolonią, a jego mieszkańcy – obywatelami drugiej kategorii. 
Przybywający do Hongkongu coraz liczniej Chińczycy łatwo otrzymują prawo stałego pobytu. Dotyczy to nawet kryminalistów, jeśli są przydatni dla Pekinu. Głośna jest sprawa Shi Junlonga, obywatela Chin Ludowych, który w 2000 r. przybył do Hongkongu i w tamtejszym Biurze Imigracyjnym zażądał przyznania mu hongkońskiego obywatelstwa. Kiedy mu odmówiono, podłożył w budynku biura ogień, w wyniku czego zginęły dwie osoby, a 44 zostały ranne. W trakcie rozprawy Shi nie okazał skruchy i utrzymywał, że „Biuro Imigracyjne samo sobie było...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: