Moralne prawa smoleńskiej oszustki

Premier Ewa Kopacz zaczęła swoje urzędowanie od pouczenia Polaków, że ma większe moralne prawa do mówienia o Smoleńsku niż politycy, którzy stamtąd „wyjechali”. Nie przeprosiła przy tym za żadne ze swoich licznych kłamstw związanych z katastrofą smoleńską

13 kwietnia 2010 r. w Moskwie odbyło się spotkanie polsko-rosyjskie dotyczące tragedii smoleńskiej. Przedstawiono na nim wniosek państw europejskich, które zaoferowały pomoc w badaniu katastrofy. Ewa Kopacz nie podjęła jednak tego tematu; dziękowała natomiast gospodarzowi narady Władimirowi Putinowi za współpracę i profesjonalizm. „Pracujemy jak jedna wielka rodzina” – mówiła.
Teraz Kopacz, współodpowiedzialna za oddanie Rosjanom śledztwa smoleńskiego, nie ma sobie nic do zarzucenia. Niedługo po inauguracji swojego rządu powiedziała w TVN: „Mam większe prawo moralne, żeby mówić o tym, co się działo w Smoleńsku niż ci, którzy od razu stamtąd wyjeżdżali i wracali do kraju, żeby uprawiać politykę”. Jej słowa szybko podchwyciły prorządowe media, nie przypominając jednak żadnego z kłamstw nowej premier w tej sprawie. A była minister zdrowia i marszałek sejmu oszukiwała niemal wszystkich: opinię publiczną, rodziny smoleńskie i parlamentarzystów.
Ręka w rękę z Putinem
– Pracowaliśmy na miejscu z jedenastoma patomorfologami polskimi, ręka w rękę z lekarzami rosyjskimi – mówiła Kopacz w Moskwie 16 kwietnia 2010 r. w rozmowie z radiowym „Echem Dnia”. Było to jedno z najważniejszych kłamstw ówczesnej minister zdrowia. Miesiąc później w TVN dodała: „Tam pojechało naszych jedenastu lekarzy, patomorfologów, lekarzy sądowych, techników kryminalistyki. Ale tam na miejscu była grupa blisko 30 lekarzy. Gdyby nie robili sekcji zwłok, to jaka tam byłaby ich rola?”.
Kopacz okłamała też parlamentarzystów. W sejmie mówiła: „Pojechałam do Moskwy, mając za współpracowników – ale było to też wsparcie merytoryczne – przede wszystkim jedenastu patomorfologów, w tym patomorfologów ze...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: