8 października 2014

Jacek Protasiewicz ma zakaz wjazdu do Azerbejdżanu! Swoją kadencję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego postanowił on zakończyć wycieczką do atrakcyjnej turystycznie, a jednocześnie skrajnie prorosyjskiej Armenii. Po degustacji ormiańskiego koniaku Ararat (tego zachwalanego u Sowy i Przyjaciół przez Bartłomieja Sienkiewicza) Protasiewicz niechcący zabłądził do Górskiego Karabachu, o który Armenia spiera się z Azerbejdżanem. W efekcie prozachodni Azerbejdżan umieścił Protasiewicza na czarnej liście osób mających zakaz wjazdu na jego terytorium. Oznacza to, że w przyszłym roku nie będzie miał on prawa obejrzeć pierwszych Igrzysk Europejskich, które mają odbyć się w Baku. Ponoć azerskie służby graniczne już szkolą się na wypadek konieczności odparcia ataku Protasiewicza, który planuje zwyzywać je od potomków azerskich żołnierzy służących w Osttürkische Waffen-Verband der SS.

Gdy piszę te słowa, nie wiem jeszcze, jak kibole mojego Lecha Poznań zostaną ukarani za piękną oprawę o Armii Poznań z hasłem: „Przewaga liczebna wroga ich nie obchodziła, Armia Poznań do końca walczyła” oraz wielką podobizną orderu Virtuti Militari. Bo przy tej okazji odpalone zostały race z białym i czerwonym dymem. Jak daleko w represjach wobec oprawy o Armii Poznań posunie się wojewoda Piotr Florek? Czy przeważy w nim lojalność wobec Tuska, w którego domu mówiło się po niemiecku, czy wobec historii własnego miasta? Cóż, opowieści o tym, jak żołnierze Armii Poznań denuncjowani byli przez volksdeutschów przekazywane są w moim mieście z pokolenia na pokolenie. Czy Herr Florek wpiszę się w tę tradycję?

Tymczasem Janusz Korwin-Mikke postanowił powalczyć o poparcie kiboli i pokazać im, jak blisko mu do ich systemu wartości. Dlatego też, jako rodowity warszawiak, pojechał na mecz Piasta Gliwice z Legią Warszawa, by dopingować… Piasta, w „młynie” kiboli z Gliwic. A potem jak na prawdziwego fanatyka przystało opuścił mecz ukochanej drużyny po pierwszej...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: