Zamach na Przybosia

Wojskowy dżip na ostrym łuku wypada z jezdni, kierowca rozpaczliwie próbuje opanować lawirujący pojazd, tracący przyczepność na skutek przedziurawionych opon. Auto gwałtownie staje, kilka serii z broni maszynowej unieruchamia kierowcę i pasażera, maskę ogarniają płomienie. Zadanie wykonane, odskok

Filmowa scena z „Popiołu i diamentu” mogła rozegrać się w realnym życiu latem 1944 r., w dogodnym dla egzekutorów miejscu na drodze do Gwoźnicy Górnej, Brzozowa, Harty, Grabownicy lub innych miejscowości Rzeszowszczyzny, w których agitował na rzecz PKWN Julian Przyboś (1901–1970). To właśnie on był celem zamachu, to jego miała dosięgnąć śmierć w ostrzelanym jeepie. Czym sobie na to zasłużył najwybitniejszy twórca Awangardy Krakowskiej?
Urodzony lewicowiec
„Julian Przyboś należał do tych pisarzy, którzy rzeczywistość polityczną, w jakiej znalazła się Polska od 1944 r., zaakceptowali natychmiast i bez żadnych wątpliwości. Poeta uważał się za człowieka lewicy i za takiego też powszechnie był uznawany” – stwierdza Grzegorz Wołowiec w książce „Nowocześni w PRL”.
Trudno wytłumaczyć taki brak krytycyzmu u inteligentnego człowieka, niemniej faktem jest, że kiedy tylko armia bolszewicka wyparła Niemców z Rzeszowa, co stało się 2 sierpnia 1944 r., zaaferowany Przyboś przerwał żniwa na ojcowiźnie w Gwoźnicy Górnej i pieszo dotarł do miasta. W stolicy regionu szybko nawiązał kontakt ze swoimi komunizującymi znajomkami ze studiów, delegatami PKWN-u (m.in. z Bolesławem Drobnerem i Stanisławem Skrzeszewskim), przyłączył się do nich, czyli przystąpił do stalinizacji Polski, co w zamierzchłych czasach nazywało się instalowaniem władzy ludowej.
18 sierpnia 1944 r. autor został kierownikiem Wydziału Informacji i Propagandy Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie, wykonującej dyspozycje uzurpatorskiego PKWN (skrót był rozwijany również jako Prosowiecki Komitet Wykończenia Narodowego). Rada, ukierunkowana na podporządkowanie regionu...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: