Rosja szykuje się do wojny atomowej

Zagrożeniem nie jest potencjał atomowy i ambicje Rosji, lecz bezczynność i strach na Zachodzie. Kreml użyje broni jądrowej tylko wtedy, gdy będzie miał pewność, że odwetu USA i NATO nie będzie. Do nuklearnego konfliktu Rosja przygotowuje się od wielu lat, ale do dziś Kreml jeszcze nigdy nie był tak przeświadczony o słabości Zachodu

Kilkadziesiąt lat zimnej wojny wykształciło w nas wszystkich określoną wizję wojny jądrowej. To wizja apokalipsy, zmasowanych uderzeń jądrowych obu stron i wzajemnego unicestwienia. To nikomu się nie opłaca, więc nuklearnego konfliktu nie będzie – to był oczywisty wniosek. Problem w tym, że arsenały jądrowe to nie tylko strategiczne głowice jądrowe zdolne niszczyć całe miasta, a konflikt atomowy nie musi mieć globalnego charakteru. Trudno stwierdzić, kto pierwszy to zrozumiał, USA czy Rosja. W każdym razie Amerykanie przystąpili do budowy tarczy antyrakietowej, Moskwa zaś zaczęła modernizować swój atomowy arsenał. Jednym z pierwszych kroków Władimira Putina po objęciu władzy w Rosji było przyjęcie nowej doktryny wojennej, zawierającej tzw. zasadę deeskalacji. Sprowadza się ona do tego, że jeśli Rosjanie zaczną przegrywać konflikt konwencjonalny, zaatakują wroga bronią jądrową, żeby go zastraszyć i zmusić do odwrotu. Problem w tym, że ostatnio widać wyraźnie, iż Moskwa może użyć broni jądrowej także w celach ofensywnych. Od lat umacnia swój potencjał nuklearny nie po to, by zwiększyć moc odstraszania, lecz po to, by zrekompensować słabość sił konwencjonalnych. Szczególnie niepokoi rozbudowa broni jądrowej krótkiego i średniego zasięgu. Bo to oznacza scenariusz wojny atomowej w Europie.
Wojna regionalna
W sierpniu 2008 r., zaledwie kilka godzin po podpisaniu przez Polskę i USA umowy ws. tarczy antyrakietowej, ówczesny zastępca naczelnika sztabu generalnego sił zbrojnych Rosji gen. Anatolij Nogowicyn ostrzegł Polskę, że sama wystawia się na atak jądrowy. W 2011 r. ówczesny naczelnik sztabu...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: