Kto strzelał w Smoleńsku

W lufach pistoletów funkcjonariuszy BOR, którzy zginęli w Smoleńsku, znajdują się tzw. pozostałości powystrzałowe – stwierdzili biegli prokuratury. Śledczy chcą teraz od Rosjan więcej informacji na temat pistoletów ofiar. Niestety, w wyniku popełnionych wcześniej skandalicznych zaniedbań trudno będzie ustalić, kto i do kogo strzelał w Smoleńsku


Ta informacja zelektryzowała osoby zainteresowane wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej: broń funkcjonariuszy BOR, którzy ponieśli śmierć 10 kwietnia 2010 r., nosi ślady użycia. Nie wiadomo jedynie, kiedy dokładnie ze znalezionych pistoletów oddano ostatnie strzały. Jeżeli okazałoby się, że z broni strzelano w Smoleńsku, fakt ten rzuciłby całkowicie nowe światło na okoliczności tragedii.
Niejasności w ekspertyzach
Cztery pierwsze pistolety funkcjonariuszy BOR znaleziono w dniu katastrofy, następne – później. „Magazynki były rozsypane, część amunicji bezpowrotnie zginęła” – mówił w 2010 r. ówczesny szef prokuratury wojskowej gen. Krzysztof Parulski. Broń wróciła do Polski dopiero w 2013 r. Do tego czasu przebywała w Moskwie, znajdując się w dyspozycji rosyjskich „ekspertów”.
Teraz – po czterech latach, jakie minęły od katastrofy – w związku z zaskakującymi wynikami analiz prokuratura wojskowa zdecydowała się wystąpić do Rosjan o dodatkowe informacje w sprawie pistoletów. Oficjalnym powodem wniosku polskich prokuratorów są „niejasności w rosyjskich ekspertyzach balistycznych broni funkcjonariuszy BOR, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej”.
Bardziej szczegółowych informacji śledczy nie chcą udzielać, wiadomo jednak, że chodzi o tzw. pozostałości powystrzałowe w polskiej broni. Jak mocno zanieczyszczone były nimi pistolety, nie zdradzono. A byłaby to ważna informacja, bo funkcjonariusze zobowiązani byli do czyszczenia broni po każdym użyciu. „Jeśli funkcjonariusze dopełnili tego obowiązku, a  znaleziono dużo pozostałości powystrzałowych, oznacza to, że  ktoś mógł z ...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: