Bilans

Dodano: 16/09/2014

Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś będący z wykształcenia historykiem czynnie uprawiającym politykę, nie stawał czasem przed lustrem i nie zadawał sobie pytań o swoje miejsce w historii. Bywają takie momenty, kiedy działania doraźne – tego wywalić, to rozegrać, to przepchnąć, a tych wykolegować – przestają mieć znaczenie. Chyba że jedyną refleksją będzie chichot: „Kurde, ale wysoko udało mi się wdrapać!”. Z mojej obserwacji wynika, że Donald Tusk ma zapewnione poczesne miejsce w księdze Guinnessa z jednego powodu. Mało jest przywódców, którzy w trakcie swojej kadencji czmychnęli za granicę tylko dlatego, że pojawiła się perspektywa wysokiej, świetnie płatnej posady z zerową odpowiedzialnością. Do głowy przychodzi mi jedynie Henryk Walezy, który odziedziczywszy tron we Francji, po prostu dał nogę, zostawiając kraj większy od swojej ojczyzny i królową Annę Jagiellonkę. Tusk zostawia Ewę Radomiankę. Lecz tu się podobieństwa kończą, bo trudno sobie wyobrazić, że
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze