Lepsza kochanka niż minister?

Widziane z Brukseli

Pewien bardzo dobrze (oj, dobrze!) znany mi czteroletni chłopiec ma uroczy zwyczaj. Gdy widzi u rówieśnika zabawkę, która mu się podoba, podbiega do delikwenta, wyciąga ręce po niemroczny przedmiot pożądania i nie przejmując się świętym prawem własności, krzyczy: „Chcę się podzielić!” Słodkie? Tak, choć niekoniecznie dla właściciela rzeczonej zabawki. Co jednak ujdzie czterolatkowi – bo wszak jest nadzieja na jego delikatną resocjalizację – nie powinno ujść na sucho Władimirowi Władimirowiczowi Putinowi. Wszak współczesny ruski car postępuje dokładnie tak samo jak mój synek, tyle że nie w odniesieniu do zabawek, tylko cudzych terytoriów. Tak samo „chce się podzielić”, ale nie własnym, tylko „cudzesem”. Najpierw towarzysz „4 razy P” (prezydent premier pułkownik Putin) z entuzjazmem podzielił się Abchazją i Osetią Południową, teraz Krymem, a za chwilę zapewne wschodnią Ukrainą. Można rzec, że ma wilczy apetyt. Cóż, skoro już jesteśmy przy wilkach, to może jednak w
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze