W Niemczech lecą głowy, w III RP „nic się nie stało“ (2)

Helmut Kohl – dwa metry wzrostu, tubalny głos, chadek całą gębą, mąż stanu, ambitny, bezpardonowo broniący swojej pozycji. Mówiono o nim „wnuczek Adenauera”, potem „kanclerz zjednoczenia”. W 1982 r., po pierwszym w historii  Bundestagu udanym konstruktywnym wotum nieufności, zastępuje w Kanzleramcie Helmuta Schmidta. W mgnieniu oka wyrasta na ikonę RFN. Kraju sytego, skazanego na sukces spod znaku Aspiryny, Blaupunkta i Mercedesa.  Za 17 lat ta ikona pokryje się siatką pęknięć i skończy w lamusie jak niechciany grat. Morał: nie ma ludzi nietykalnych

Dwa tygodnie temu opowieść o największych aferach Niemiec Zachodnich zakończyliśmy na maju 1974 r. i rezygnacji
[pozostało do przeczytania 92% tekstu]
Dostęp do artykułów: