Sodoma

Kiedy obserwowałem w ostatnich dniach nieszczęsnego Jarosława Gowina, z dziecięcą wiarą poszukującego dziesięciu sprawiedliwych w szeregach Platformy Obywatelskiej, przypomniała mi się historia Lota i biblijnej Sodomy. Tam też dziesięciu sprawiedliwych wystarczyło, by uratować występne miasto. Tu nie znalazł się ani jeden. A przeciwnie, wierny dotąd Gowinowi poseł Godson zachował się jak żona Lota, tęsknie zerkająca za siebie. (Kazimierz Kutz mógłby o tym nakręcić „Sól ziemi czarnej II”).

Nie miałem w sobie owej wiary posła Jarosława, ale wydawało mi się, że znajdzie się choćby pięciu, choćby trzech, aby uratować twarz koalicji. Próżne nadzieje. Nikt nie zdobył
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: