Na początku był Czerwiec

Protesty studenckie w 1968 r. zostały brutalnie stłumione pałkami ludowej władzy i tzw. aktywu robotniczego. W 1970 r. Wybrzeże spłynęło krwią stoczniowców przy milczeniu reszty społeczeństwa. W 1976 r. za represjonowanymi robotnikami Ursusa, Radomia i Płocka ujęła się inteligencja. Powstał KOR, później ROPCiO. Rodziło się podglebie przyszłej Solidarności. Z tych powodów radomski czerwiec 1976 r. stanowił przełom w historii PRL. Rozpoczął się proces konsolidacji społeczeństwa w walce o demokratyzację Polski

Radom przeciwstawił się władzy ludowej, za co jego mieszkańcy zapłacili wysoką cenę. Komunistom nie chodziło wyłącznie o ukaranie czynnie protestujących robotników. Brutalność działań aparatu bezpieczeństwa wynikała z przyjętych wcześniej założeń. Represje odczuć mieli wszyscy, nawet przypadkowi przechodnie. 
Przedstawiamy Państwu dwie relacje zupełnie przypadkowych uczestników protestów robotniczych, bohaterów radomskiego czerwca 1976 r. 
Matka
Teodora Biegańska, pracownica Radomskiej Wytwórni Telefonów, miała wówczas 26 lat. Była matką dwójki dzieci. Spodziewała się trzeciego. Była w drugim miesiącu ciąży. 25 czerwca ok. godz. 8  stała w sklepowej kolejce, gdy została wciągnięta przez protestujący tłum.
– Nad głowami latał helikopter. Pewnie robili nam zdjęcia. Podeszła do mnie moja sąsiadka. Powiedziała, żebym wracała do domu. Ona wzięła moje dzieci do siebie, gdy usłyszała ich płacz. Widziałam jeszcze, jak pod budynek KW przyjechała straż pożarna. Wodę skierowano w ludzi. Polewano ich, rozganiano. Pojawił się kordon milicji i krzyczano, żeby rozejść się do domów pod groźbą użycia siły. Zaczęłam się cofać. Tuż obok szkoły samochodowej znów coś uderzyło mnie w głowę. Pobiegłam do ulicy Żeromskiego. Na skrzyżowaniu z ulicą 1 Maja trzeci raz czymś uderzono mnie w głowę. Byłam już bardzo oszołomiona. Dwadzieścia metrów od mojego mieszkania, obok wielkiego sklepu obuwniczego, ulicą jechała milicyjna „buda”....
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: