Marcin Wolski

Dążenie do stworzenia wrażenia „symetrii niegodziwości” jest jednym z głównych zadań propagandy. W klasycznej anegdocie spór na temat wyższości systemów między Amerykaninem a Rosjaninem zawsze kończy się zdaniem: „Ale u was Murzynów biją”.

U nas, w niedawnych czasach, dokonano podobnego zabiegu – ludzie nierozliczonego i nieosądzonego reżimu z Jerzym Urbanem na czele wylansowali mit „czarnych”, który skutecznie odwrócił uwagę od „czerwonych”. Wielu ludzi o nieczystym sumieniu, a czasem tylko skażonych biernością, w czasach komuny z radością przyjęło tezę, że i święci, być może, nie są tacy święci.

Oczywiście zabieg by się nie udał, gdyby nie życzliwe poparcie tych, którzy do niedawna znajdowali schronienie w kruchcie i wynosili pod niebiosa patriotyzm polskiego Kościoła i mądrość polskiego papieża.
Po podobne patenty sięgnięto w trwającej wojnie polsko-polskiej, ocierając się niekiedy o groteskę. Oto obóz władzy, w powszechnej opinii pełen przekręciarzy i aferzystów, obciążany niezliczonymi nierozliczonymi nigdy aferami (hazardową, AmberGoldu, Pendolino, o stajni Augiasza, jaką są budowane stadiony i autostrady, nie wspominając), co jakiś czas próbuje akcji przeciwko środowisku IV RP, próbując wzbudzić strach i konsolidację we własnych szeregach i stworzyć wrażenie, że chociaż rządzący to nie aniołowie, ale opozycja bynajmniej od nich nie lepsza (pożądany efekt w domyśle – „lepsze zło znane!”).
Niestety, chwyt ten działa coraz słabiej. Również dlatego, że przez siedem lat, mimo wysiłków takich asów śledczych jak Julia Pitera czy Mirosław Sekuła, nie można było znaleźć dosłownie niczego, co mogłoby obciążyć pisowskiego przeciwnika. Zabiegi były nie tylko jałowe, ale i niebezpieczne, pod warunkiem że społeczeństwo choć na moment uruchomi mózgi. W walce (nie zawsze w pełni udanej) z Polską aferalną chodziło o zdemaskowanie rzeczywistych przestępstw i nadużyć w celu osiągnięcia osobistych korzyści. Przy odwecie...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: