Cztery dni: Smoleńsk–Katyń–Mińsk

Pod drwiącym spojrzeniem Gogola i Miedwiediewa

Kilka godzin bezsensownego czekania na polsko-białoruskiej granicy. Wszystkie samochody za nami zostają odprawione i mogą jechać. My czekamy bez powodu, a mundurowi na wszystkie pytania tylko rozkładają ręce: procedury! Kiedy wreszcie ruszamy, nasz plan podróży bierze w łeb i odtąd musimy już tylko się spieszyć.

Na ostatnią chwilę docieramy do Smoleńska. W mieście pełno milicji, wszystkie ważniejsze skrzyżowania obstawione patrolami. Prezydent Rosji nie pojawia się tu na co dzień. Mimo to wśród mieszkańców szczególnego podniecenia wizytą jakoś nie widać. Życie toczy się normalnie. Starsza pani niesie dwie ciężkie siatki pełne ziemniaków, grupa młodych dziewczyn śmieje się i gestykuluje, na uszach słuchawki z empetrójek.

Jeszcze tylko procedura przejścia przez bramki, kontrola bagażu podręcznego i wchodzimy do centrum prasowego, które urządzono na II piętrze gmachu miejscowej biblioteki. Wrze jak w ulu. Korespondenci polskich i rosyjskich mediów nadają pierwsze relacje, szukają newsów, by zaspokoić niecierpliwość wydawców. Tematem dnia jest oczywiście podmiana tablicy smoleńskiej, którą Rosjanie zdjęli nocą, tuż przed przyjazdem Anny Komorowskiej i rodzin ofiar katastrofy. Wśród dziennikarzy z miną wtajemniczonego krąży prezydencki minister Sławomir Nowak. Pojawia się informacja, że Komorowski postawi sprawę „ostro”. Rzekomo możliwe jest też osobne składanie kwiatów przez obu prezydentów. Podnoszę wzrok. Rosjanie zorganizowali centrum prasowe w przestronnej czytelni. Wysoko na ścianach malowane portrety wielkich pisarzy. Jest Dostojewski, Tołstoj, Puszkin. Jest i Gogol, który z drwiącym uśmiechem spogląda na ziemię. W czasach Platformy wymowa „Martwych dusz” wydaje się doprawdy szczególna...

Czekanie na akcję przedłuża się nieznośnie. Miało być półtorej godziny, wychodzi dobrze ponad dwie. Korespondenci nie tracą czasu. Hiszpanie z państwowej telewizji...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: