Cztery dni: Smoleńsk–Katyń–Mińsk

Pod drwiącym spojrzeniem Gogola i Miedwiediewa

Kilka godzin bezsensownego czekania na polsko-białoruskiej granicy. Wszystkie samochody za nami zostają odprawione i mogą jechać. My czekamy bez powodu, a mundurowi na wszystkie pytania tylko rozkładają ręce: procedury! Kiedy wreszcie ruszamy, nasz plan podróży bierze w łeb i odtąd musimy już tylko się spieszyć.

Na ostatnią chwilę docieramy do Smoleńska. W mieście pełno milicji, wszystkie ważniejsze skrzyżowania obstawione patrolami. Prezydent Rosji nie pojawia się tu na co dzień. Mimo to wśród mieszkańców szczególnego podniecenia wizytą jakoś nie widać. Życie toczy się normalnie. Starsza pani niesie
[pozostało do przeczytania 92% tekstu]
Dostęp do artykułów: