Karpie, szczupaki i rekin

Większość z komentatorów po ostatnich wyborach europejskich bije na alarm. Ja przeciwnie. Zacieram ręce. I uznaję wprowadzenie znacznej liczby eurosceptyków, czy wręcz eurowrogów, do parlamentu w Strasburgu za wydarzenie ze wszech miar szczęśliwe. Żeby było jasne – nie uważam fascynacji pani Le Pen Putinem za sympatyczną czy mądrą, uwagi Nigela Farage o imigrantach z Europy Wschodniej, przy kompletnym milczeniu na temat zalewu muzułmanów, traktuję jako mieszaninę głupoty i bojaźliwości, nazwisko Alessandry Mussolini nie wywołuje zaś we mnie entuzjazmu, a Korwin-Mikkego – powagi, ale liczy się nadzieja na zmiany. Do 25 maja mogło się wydawać, że Unia, zdominowana przez dwie skumplowane i faktycznie nieróżniące się od siebie bloki: partii chadeckich (które wyparły się Boga) i socjalistycznych (które dawno zapomniały o interesach świata pracy), będzie  trwała jak do tej pory – mozolnie niszcząc państwa narodowe i narzucając ideologiczne szaleństwa – od walki z efektem
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze