ZOMO wróciło na ulice Warszawy

11 kwietnia warszawscy strażnicy miejscy brutalnie pobili przed Pałacem Prezydenckim współpracownika „Gazety Polskiej” Michała Stróżyka. Dziennikarz doznał wstrząsu mózgu i uszkodzeń kręgosłupa. Dzień wcześniej paru funkcjonariuszy po cywilnemu śledziło przez kilka godzin, a następnie zatrzymało Filipa Rdesińskiego – współorganizatora manifestacji pod ambasadą Rosji w Warszawie

W rocznicę katastrofy stowarzyszenie Solidarni 2010 reżyserki Ewy Stankiewicz rozstawiło przed Pałacem Prezydenckim namiot. Był to znak protestu przeciw postawie rządu RP wobec sposobu wyjaśniania śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 innych osób pod Smoleńskiem. Protestujący domagali się m.in. dymisji rządu i zdecydowanych działań w sprawie katastrofy.

11 kwietnia po godz. 16 kordon strażników miejskich otoczył legalnie protestujących demonstrantów (głównie młodzież), po czym przystąpił do demontażu namiotu.
Sadyści ze straży miejskiej

Pacyfikacja była brutalna. Strażnicy wyprowadzili siłą trzech znajdujących się pod namiotem mężczyzn, wśród nich dziennikarza Michała Stróżyka, który chciał zarejestrować całe zajście i trzymał w ręku kamerę. Na nagraniach umieszczonych w internecie widać, jak współpracownik „GP” stoi z kamerą, a funkcjonariusze straży rzucają się na niego, powalają na chodnik i zaczynają bić oraz kopać. Następnie strażnicy założyli Michałowi Stróżykowi kajdanki, łamiąc tym samym przepisy ustawy o strażach gminnych, a konkretnie art. 14b, który mówi: „1. Kajdanki można stosować wobec osób ujętych oraz podczas wykonywania zadań, o których mowa w art. 11 ust. 1 pkt 7 w celu: 1) udaremnienia ucieczki osoby ujętej lub osoby mogącej stwarzać swoim zachowaniem zagrożenie dla życia, zdrowia lub mienia, 2) zapobieżenia czynnej napaści lub czynnemu oporowi”. Żaden z tych warunków nie został w tym przypadku spełniony.

Michał Stróżyk został pobity tak ciężko, że musiało go zabrać pogotowie. Został przewieziony...

[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: