Zapamiętać i zostać zapamiętanym

Dodano: 20/05/2014 - Nr 21 z 21 maja 2014
Nowakowski nie został pisarzem Salonu, tam go ze względu na oczywistą wielkość ledwie tolerowano. Przez wiele lat sercem był związany ze środowiskiem „Gazety Polskiej”. Aż do końca, kiedy uległ okrutnej, bezwzględnej chorobie, pozostawał naszym wiernym autorem, wspierając piórem i radą W dzisiejszych czasach słowo „autorytet” wychodzi z użycia i traci swój właściwy sens. Podobnie jak określenie „Mistrz”. Marek Nowakowski należał do ostatnich, wobec których mogłem zastosować je z pełnym przekonaniem. Był wielkim pisarzem, wspaniałym, odważnym człowiekiem i naszym przyjacielem – kimś dla Strefy Wolnego Słowa niezwykle ważnym. I niestety – niezastąpionym. Nie należał do „ludzi stadnych”, układnych i pokornych. W pokoleniu „Współczesności”, do którego go zaliczano, pozostawał bytem oryginalnym i osobnym. Nie przeżywał słynnego „Heglowskiego ukąszenia” i fatalnego zauroczenia stalinowskim systemem, ale chyba nie tylko dlatego, że zadebiutował już po Październiku, w „Nowej
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze