Okiem eurowyborcy

Dodano: 20/05/2014 - Nr 21 z 21 maja 2014
Są kwestie tak oczywiste, że aż strach. Na pytanie, po co polscy politycy wybierają się do europarlamentu, każde dziecko odpowie: „po kasę”. Cała reszta wydaje się być już jedynie konsekwencją tego wyboru. Nic tak jak Bruksela nie psuje naszej klasy politycznej, nie generuje rozłamów, a zarazem nie cementuje wodzowskiego charakteru partii. Jeszcze zabawniejsza jest konstatacja, że są to najgłupiej wydawane pieniądze, bo nawet z metres królewskich bywał większy pożytek. Parlament w Brukseli o niczym nie decyduje. Od tego są przywódcy, a Komisja Europejska niczego nie kontroluje, nie służy nawet ścieraniu się poglądów, bo jest to klub wzajemnej adoracji, w którym jedynym istotnym celem klubowiczów są reelekcja, ewentualnie tłuste synekury w unijnej biurokracji, a to powoduje, że nie można być kontrowersyjnym i odróżniać się od mainstreamu, że ten, kto z kraju wyjeżdża jako eurosceptyk, homofob, nacjonalista, już w połowie kadencji przemienia się w euroentuzjastę,
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze