Prowokacja w Odessie

Ukraina–Rosja \ Długie ramię Putina

„Krwawy piątek” 2 maja w Odessie był operacją rosyjskich służb specjalnych. Nieprzypadkowe były czas i miejsce. Osłonę zapewnili zdrajcy w lokalnej milicji. Zginęły dziesiątki ludzi, a Rosja i jej poplecznicy w Europie, także wśród polskich polityków, zyskali propagandową amunicję To miał być pokojowy marsz „Za zjednoczoną Ukrainę”. Do kibiców Czernomorca Odessa i Metalista Charków dołączali po drodze lokalni mieszkańcy. Równoległą ulicą maszerowali separatyści. W pewnym momencie zastąpili drogę proukraińskiemu marszowi. Wcześniejsze doświadczenia wskazywały, że nie ma się czego obawiać. Aktywni zwolennicy Rosji w Odessie byli nieliczni, a ich miasteczko namiotowe na pl. Kulikowe Pole niemal wymarłe. Nic dziwnego, że ku „antymajdanowcom” wyszła stosunkowo nieliczna grupa Samoobrony, osłaniając resztę demonstracji. Na dodatek zdecydowaną przewagę liczebną mieli zwolennicy Ukrainy – było ich kilka tysięcy wobec ok. 400 separatystów. Ale to ci drudzy zaatakowali kijami,
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze