Rzymski profil Polski

W Rzymie, w dniu, gdy na ołtarze wynoszono naszego papieża, dokonywało się odrodzenie ideału Drugiej Rzeczypospolitej. Wielości ludów i kultur. Wśród krzyży, moherów i polskich flag. Rzym był miejscem kształtowania się polskości. Dziesiątki tysięcy naszych rodaków uczestniczyło w prawdziwym, narodowotwórczym doświadczeniu

Dzień kanonizacji Jana Pawła II. Dzień, gdy do Wiecznego Miasta przybyły ludy z ziem wszelakich. Kolory najróżniejsze się spotkały. Żółty, czarny, biały i wszelakie mieszanki między nimi. Mężczyźni i kobiety w wieku każdym. Zdrowi i chorzy. Biedni i bogaci.
Ludy ściągały zewsząd. Dziko kolorowa wycieczka z Nigerii. Masywne matrony wyhaftowały na swoich brązowo-pomarańczowo-niebieskich szatach twarz Jana Pawła II. Kolejka ciemnoskórych mężczyzn i kobiet, wszyscy mają potężne i tłuste dredy. Do dziś nie mam pojęcia, skąd ci ludzie pochodzą. Na środku placu dwie flagi powiewały obok siebie. Jedna z cedrem Libanu, druga… Izraela. Grupa Filipińczyków zderzyła się z katolikami z Chin. Kolizja staje się pretekstem do długotrwałych, wrzaskliwych konwersacji i wspólnej modlitwy. Przyglądała im się hinduska rodzina.
Ale wszędzie dominowali oni. Brzuchy, wąsy, sandały ze skarpetkami, szerokie bary, biało- czerwone flagi, transparenty z nazwami polskich miejscowości. Bejsbolówki i portrety Jana Pawła II. W duszy moher. A na twarzach głębokie poczucie dumy. Rzym podbity przez oddziały polskie. Byłem jednym z tych specyficznych żołnierzy...

Brazylijczycy, Japończycy, moherowe babcie
Szczególnie jedno wspomnienie utkwiło mi w pamięci.
Morze polskich flag. Nie tylko Polacy je trzymają. Wśród kakofonii modlitw, okrzyków „Alleluja” i zawołań „Zabrze tutaj, Łososiowo pod fontanną, czy ktoś widział Szczecin?”. Coraz głośniej słychać chrapliwe dźwięki. Ktoś zaczął odmawiać Szema Izrael. Dołączają do niego kolejni. Rozpoczyna się taniec. W korowodzie Murzyni, Chilijczycy, Brazylijczycy,...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: