Karaiby i barwy kampanii

Tylko złośliwcy tacy jak ja twierdzą, że zdziwiona mina McCartneya i fakt, że łapie się on za głowę, ma wyrażać myśl:  „O cholera, to tyle można ukraść?”

Znajomy był na Karaibach. Wymeldowywał się właśnie z hotelu, gdy przy recepcji dopadł go jakiś Gruzin. Gdy tylko dowiedział się, że mój kolega jest Polakiem, rzucił się na niego i wyściskał, jakby spotkał dawno niewidzianego brata. „Wasz prezydent Kaczyński był przyjacielem mojego narodu” – powtarzał.
Znajomy, człowiek raczej chłodny, żeby nie powiedzieć klasyczny sceptyk, był pod wrażeniem. Zaraz zadzwonił do mnie. A ja właśnie parę godzin wcześniej tłumaczyłem pewnej młodej damie, która nabyła moją
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: