Bo się modlić chcemy

Jestem ciekaw, co ta kanonizacja zrobi nie z nim, bo on jest święty, lecz z nami. Może jednak stanie się coś takiego, że będzie nam bliżej do przeprośnej górki?

Miał Pan okazję poznać Jana Pawła II?
Miałem, ale myślę, że z okazji kanonizacji powinna być rozmowa z kimś, kto znał go dobrze, rozumiał, był świadkiem, jak on został tym niezwykłym papieżem. A pani rozmawia z kimś, kto przez długie lata – gdy Karol Wojtyła był biskupem Krakowa, ale też czynnym poetą – choć nie miał nic przeciw, owszem, miał szacunek – nie czuł potrzeby, by się z nim zaznajomić. Ludzie opisują długie z nim rozmowy, wspólne wycieczki czy wędrówki. Ja nie mam takich wspomnień. Mimo że w mojej rodzinie są ludzie, którzy byli z nim blisko i opowiadają o nim jako o otwartym myślicielu, poecie, teologu.

Nim został papieżem – przegapił Pan go?
Byłem tak zajęty swoją poezją, swoją wizją, daleki od tego, co można określić zaangażowaniem w życie religijne, że przegapiłem. Traktowałem biskupa Wojtyłę jako element świata, który gdzieś tam płynie obok mnie, ale jest odległy. Były to czasy, gdy uważałem, że religię trzeba szanować, bo stanowi fundament istnienia narodu i kultury, ale że ona po prostu już się nie sprawdza. Choć jak czytam moje wiersze z tamtych lat, to widzę, że byłem w nich inny, że co chwila coś się pojawiało, co mówiło zupełnie inaczej. Zwykle jest się mądrzejszym w wierszach niż w życiu.

Jak to się dzieje?
Może dlatego, że wierszy nie da się pisać głupio, bo wychodzi grafomania. Tego dnia, gdy przyszła wiadomość, że Karol Wojtyła został papieżem, miałem w Katowicach wieczór autorski. Poruszyła mnie ta nowina. I to tak, że zapomniałem o terminie spotkania. Ściągnięto mnie jednak, a ludzie tylko o tym chcieli rozmawiać. Ale były to rozważania – co to będzie, jakie to ma znaczenie polityczne? I potem była pierwsza pielgrzymka papieża do Polski.

...
[pozostało do przeczytania 88% tekstu]
Dostęp do artykułów: