Rok „demokratycznej cenzury”

W roku 1990 wciąż miała w Polsce obowiązywać cenzura. Dbali o to przedstawiciele rządu solidarnościowego. Dorastali do demokracji chyba najdłużej ze wszystkich obywateli

Sens całości zwykle nadaje to, co wydarzyło się na początku. O charakterze III RP zadecydował rząd Tadeusza Mazowieckiego. Dziś pamięta mu się przede wszystkim grubą kreskę – sformułowanie mało szczęśliwe, ale samo w sobie niegroźne. Naprawdę groźne było natomiast to, co działo się wtedy w realnej polityce.
Mówiono czasem, że rząd Mazowieckiego przeprowadzał radykalne zmiany m.in. dzięki spokojowi samego premiera, że jego flegmatyczność była tak naprawdę pozorna, a za wszystkim stała stanowcza wola zmian. Rzeczywiście w ciągu kilku miesięcy znowelizowano konstytucję. Jeśli jednak przyjrzymy się poszczególnym zapisom, okaże się, że ta nowela zmieniała niewiele. Polska uzyskała nową nazwę, przywrócono stare godło, usunięto zapisy o przewodniej roli PZPR i bratniej przyjaźni z ZSRS. Skreślono obłudną preambułę. To było wszystko piękne, szlachetne i koniecznie. Sfery symbolicznej nie można lekceważyć i rząd Mazowieckiego słusznie to przyznawał. Problem polega jednak na tym, że mimo zmiany dekoracji wciąż w Polsce pracowała SB, na czele resortów siłowych stali komuniści, a solidarnościowi ministrowie myśleli, w jaki sposób używać starych narzędzi w budowie nowego państwa.
Tadeusz Mazowiecki bardzo mocno trzymał się postanowień Okrągłego Stołu i wcześniejszych ustaleń z Magdalenki. Dotrzymanie paktu z komunistami było dla niego ważniejsze od woli zmian. Dochodzić miało nawet do takich absurdów, że sam Czesław Kiszczak sugerował szybszą wymianę starych funkcjonariuszy, a Mazowiecki stawiał weto, powołując się na wcześniejsze ustalenia. Oprócz chęci dotrzymania ustaleń za brakiem woli zmian stał też strach. Polska opozycja nie była przygotowana do przejęcia władzy, a przynajmniej nie była gotowa ta jej część, która stanowiła trzon Obywatelskiego Klubu...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: