Pierścień Gygesa

„Przekażcie pozdrowienia swojemu prezydentowi! Okazał się bardzo silnym mężczyzną! Dziesięć kobiet zgwałcił! Nigdy bym się po nim tego nie spodziewał! Wszystkich nas zadziwił! Wszyscy mu zazdrościmy!” – te słowa Władimira Putina wydają mi się ważne. Prezydent Rosji skierował je 19 października 2006 r. do swojego rozmówcy, premiera Izraela Jehuda Olmerta, nawiązując do aktualnej wówczas sprawy oskarżenia izraelskiego prezydenta, Mosze Kacawa, o przemoc seksualną wobec swoich pracownic. Mikrofon nie był wyłączony, szczere słowa poszły w eter. Odnotowały je wszystkie agencje światowe (tu podaję je za Polską Agencją Prasową). I nic

Władimir Putin miał już magiczny pierścień władzy na ręku – pierścień Gygesa (opisał jego moc Platon w II księdze „Państwa”). Czyni on jakby niewidzialnym i pozwala bezkarnie nie tylko mówić, ale i działać w zgodzie z wypowiedzianymi, najciemniejszymi pragnieniami złej natury: gwałcić, zabijać, podbijać, zabierać innym. Inni widzą to, owszem, ale udają, że nie widzą. Bo co mogą zrobić? Komuś, kto rządzi drugim arsenałem nuklearnym świata, komuś, kto dostarcza gaz do dziesiątków milionów europejskich mieszkań, ropę do dziesiątków milionów europejskich samochodów, kto pozwala zarabiać miliardy dolarów biznesowym partnerom jego politycznych planów – i kto potrafi bez litości zabijać swoich przeciwników?

Morderstwo w dniu urodzin
To był dopiero siódmy rok władzy Putina nad Rosją. Owszem, już było 150 czy 200 tys. zabitych Czeczeńców, jak się wyraził prezydent Rosji, „wytropionych nawet w kiblu” – i uśmierconych dlatego że przeszkadzali wizji imperialnej Rosji. Były już zamachy bombowe, w których zginęły setki „zwyczajnych” Rosjan: w Bujnaksku, Wołgodońsku, Moskwie – żeby utorować drogę do pierwszej prezydentury Władimirowi Putinowi. Za to nie było już w Rosji wolnych mediów elektronicznych (telewizji), jakie funkcjonowały jeszcze w czasach Jelcyna i pierwszych miesiącach po jego...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: