Wielka podróż po mieszkaniu

Mnogość szczegółów wywołuje zawrót głowy, zachwyt ludzkimi dokonaniami przypomina entuzjazm sportowego kibica

Wiele było historii o miejscach i obiektach przybierających najczęściej kształt kreślony przez przewodników. Opowieść Bila Brysona o plebanii w Graftchaft (hrabstwo Norfolk) z czasów, gdy bycie anglikańskim pastorem należało do jednej z najbardziej intratnych profesji, nie przypomina żadnego z nich. Wędrówka po domu i ogrodzie jest bowiem nie tyle spisywaniem historii (dość krótkiej, bo półtorawiecznej) miejsca i jego mieszkańców, ale pretekstem do pasjonującej wyprawy w świat elementów architektury i sprzętów, przypraw i wynalazków, z olbrzymią dawką ciekawostek, anegdot i nieznanych szerzej informacji o ludziach i epokach.
Oczywiście przy swojej niebywałej erudycji Bryson pozostaje wkurzająco anglocentryczny. Jego świat wraz z wszystkimi wynalazkami zamyka się w kręgu dokonań Anglików i Amerykanów, a udział innych nacji – Francuzów, Niemców, Włochów czy Hiszpanów – pozostaje praktycznie nieobecny.
W tym miejscu przypomina się kapitalna rozmowa geografa Paganela z małym Australijczykiem w „Dzieciach kapitana Granta”. Malec, produkt angielskiej edukacji, jest święcie przekonany, że cały świat ogranicza się do Anglii i jej prowincji (takich jak Niemcy, Rosja i Francja), a nawet Księżyc, jeśli zostanie zdobyty, będzie do nich należał. Bryson zapewne ukończył podobne szkoły. To jednak nie zmienia uroku pasjonującej lektury.
Mnogość szczegółów wywołuje zawrót głowy, zachwyt ludzkimi dokonaniami przypomina entuzjazm sportowego kibica. Zresztą jest co podziwiać – np. z gawędy Brysona o niezwykłym dziele, jakim był wykonany na wystawę w roku 1850 Cristal Palace, wynika, że ten cud techniki i architektury zaprojektowany i wzniesiony został ledwie w 16 miesięcy przez Josepha Paxtona, który był bardziej ogrodnikiem niż architektem, co wystawia pomnik odwadze nie tylko jego, ale również decydentów. W innym miejscu...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: