Ustępstwami agresji nie zwalczymy

Jeżeli Ukraina wraz z państwami sojuszniczymi nie przeciwstawi się ofensywie Rosji, może się zrobić bardzo niebezpiecznie. Brak reakcji byłby równoznaczny z przyzwoleniem na kontynuację agresywnych działań. Im szybciej i im bardziej zdecydowanie dojdzie do oporu, tym prędzej agresor się wycofa – z dr. Andriejem Iłłarionowem, senior fellow Cato Institute’s Center, rozmawia Olga Doleśniak-Harczuk

Stacja telewizyjna Russia Today od co najmniej dwóch tygodni ilustrując wydarzenia na Ukrainie, pokazuje mapy, na których Krym jest integralną częścią terytorium Rosji. Skąd się bierze to niezachwiane przekonanie Władimira Putina, że niezależnie od kierunku wiatru i tak dostanie, czego chce?
Bierze się ono głównie z tego, że Władimir Putin ma na Krymie swoje wojska, a te z kolei kontrolują główne instytucje i administrację półwyspu, z parlamentem i rządem Krymu włącznie. Poza tym paramilitarne jednostki rosyjskie trzymają w garści krymskie mass media, półwysep został praktycznie odcięty od reszty świata, obstawiono wszystkie węzły komunikacyjne i transportowe. Trzeba przyznać, że Rosja opanowała Krym w sposób nader efektywny. Do tego doszły sfingowane sondaże, z których wynikało, że większość mieszkańców Krymu w referendum opowie się za przyłączeniem półwyspu do Rosji. Putin miał w tej sytuacji wszelkie powody, by czuć się pewnie.

Dobrze, ale pomijając już samą obecność rosyjskich oddziałów na Krymie, czy ta pewność siebie Putina nie wynika również z tego, że nie obawia się on silniejszej reakcji Zachodu? Od wielu dni słyszymy o planowanych sankcjach, o powstających czarnych listach, ale to są tylko słowa...
To nie jest do końca tak, musimy rozróżniać działania, które Zachód jest gotów podjąć, i te, które już wdraża. Zachód, co wielu zaskoczyło, w ostatnich dniach o wiele mocniej zademonstrował, że jest w stosunku do Rosji skłonny zastosować pewne obostrzenia. Wcześniej w podobnych...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: