Widziałem Majdan

Ukraina \ Zapis dramatycznych dni

Szczerze mówiąc, nie mam absolutnie chęci do pisania, ale chcę to zrobić, bo wiem, że się martwicie o nas. Dopiero co wróciłem z Kijowa, z Majdanu. Cały wieczór i noc przynosili tam ciała zabitych, co chwila modliliśmy się… Dopiero teraz mija poczucie szoku!... Rozmawiałem z jednym mężczyzną, który opowiadał: „Jednej nocy było około dziesięciu ataków… Chociaż nie… na pewno więcej!... Nie było kwadransa, żeby coś nie wybuchło. Zobaczyłem jednego zabitego i dziesiątki rannych. W pewnym momencie wydawało się, że to już koniec, bo ludzie zaczęli uciekać. Zebrało się jednak może ze dwadzieścia osób i zaczęli bić się z milicją i ci, którzy uciekali, wracali i też zaczynali walczyć i milicja odstępowała”. Nie wiem, jak ci ludzie mogli to wszystko znosić?! Nie rozumiem! Przecież człowiek nie może znieść więcej niż piętnaście czy dwadzieścia wybuchów granatu. Musi odejść, usunąć się, aby przeczekać, dopóki nie przestanie mdlić w żołądku, nie ustanie ból głowy, powróci słuch…
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze