Tę patologię trudno wyleczyć

Władza szuka winnego chaosu w służbie zdrowia. Znaną od dawna metodą złodziejską jest krzyczeć: „łapaj złodzieja”. To jeden z najlepszych sposobów, by odwrócić od siebie uwagę. Część mediów, które sprzyjają władzy, podejmuje to zadanie. Stąd obecna akcja, która ma znamiona nagonki na środowisko lekarskie – z Konstantym Radziwiłłem, lekarzem, wiceprezesem Naczelnej Rady Lekarskiej, rozmawia Joanna Lichocka

Pana środowisko zawodowe nie ma dobrej passy. Niemal co dzień słyszymy, że ktoś umarł, bo lekarz nie udzielił pomocy.
Liczba zarzutów stawianych lekarzom jest sztucznie nakręcana. Bardzo łatwo jest rozpętać histerię przeciw nim. To jak stóg siana ‒ można podejść z zapałką i od razu cały zapłonie. Zdrowie i życie to najważniejsze wartości, rozdmuchanie wokół nich emocji jest proste. Pacjenci często przychodzą do lekarza, oczekując na cud, a gdy go nie ma, trudno im przyjąć do wiadomości, że mimo iż zrobiło się wszystko, co było możliwe, są powikłania, niemożność wyleczenia choroby, czasem śmierć. Pytają: dlaczego? Szukają przyczyny. Jeśli znajdzie się ktoś, kto umyślnie podkręca ich wątpliwości, mówi: to na pewno czyjaś wina, ktoś niedbale podszedł do swoich obowiązków ‒ są skłonni w to wierzyć. Zapominają, że jeśli na przykład szczycimy się jedną z najniższych w świecie śmiertelnością okołoporodową noworodków, to nie znaczy, że tej śmiertelności w ogóle nie ma.

Ale przykład z Włocławka, gdzie umarło dwoje zdrowych dzieci, bo na czas nie przeprowadzono cesarskiego cięcia, pokazuje, że jest strasznie.
Nie chciałbym koncentrować się na tym przykładzie, bo przecież toczy się w tej sprawie śledztwo i dochodzenia różnych instytucji, więc trzeba poczekać na ich wynik. Nikt nie twierdzi, że lekarze powinni być objęci jakimś immunitetem w zakresie swoich zadań zawodowych. Śledztwo trzeba przeprowadzić, także dochodzenie prowadzone przez samorząd lekarski w zakresie odpowiedzialności...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: