Niebezpieczna prawda o Smoleńsku

Ktoś celowo przeciął przewody hamulcowe w samochodzie porucznika Artura Wosztyla, pilota Jaka-40, który 10 kwietnia 2010 r. lądował w Smoleńsku. Czy incydent ten, mogący skończyć się tragedią, ma związek ze śledztwem dotyczącym katastrofy? Czy jest częścią operacji, w ramach której zginęło wiele osób mających wiedzę o Smoleńsku?

„Nieznani sprawcy” przecięli przewody hamulcowe w samochodzie pilota Jaka-40 pod koniec stycznia 2014 r. Jazda bez działających hamulców na oblodzonej drodze mogłaby zakończyć się tragicznie, na szczęście por. Wosztyl zorientował się, że auto nie jest sprawne. Jak ujawnił portal Niezalezna.pl, pilot natychmiast zgłosił sprawę na policję.
Rzecz jest o tyle istotna, że Artur Wosztyl jest jedynym żywym świadkiem, który potwierdza zeznania śp. Remigiusza Musia (technika pokładowego Jaka-40) dotyczące komendy smoleńskiej wieży dla Tu-154 o zejściu do 50 m. W ciągu najbliższych dwóch miesięcy prokuratura ma dostać końcową opinię Instytutu Ekspertyz Sądowych w sprawie nagrania z magnetofonu zainstalowanego w Jaku-40, mogącego potwierdzić zeznania Musia. Co ciekawe, zapis ten jest badany od... maja 2011 r. Brak możliwości zakwestionowania przygotowywanej w IES analizy z pewnością ucieszyłby osoby, które mogły manipulować przy stenogramach.

Śmierć technika pokładowego
Remigiusz Muś był jednym z najważniejszych świadków w śledztwie ws. katastrofy smoleńskiej. Słyszał komendy wydawane z wieży w Smoleńsku niezgodne z zapisem stenogramów; ujawnił m.in., że kontroler z wieży na smoleńskim lotnisku wydał Jakowi-40 komendę o zejściu na wysokość 50 m. Technik pokładowy zapewniał, że słyszał, jak identyczną komendę otrzymała załoga Tu-154M, a także rosyjskiego Iła-76. Muś podczas przesłuchania mówił też o dwóch eksplozjach, które nastąpiły przed zgaśnięciem silników Tu-154M.
Chorąży poniósł śmierć w tajemniczych okolicznościach. 27 października 2012 r. jego ciało, wiszące na linie w...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: