Eutanazizm postępuje

Argument o równi pochyłej, choć nie jest najmocniejszy, powinien być niezwykle poważnie traktowany w debacie o eutanazji. A Belgia jest tego najlepszym dowodem

Eutanazja, choć na razie legalna jest tylko w Belgii i Holandii, powoli staje się coraz bardziej popularna. Prezydent François Hollande zapowiedział (choć dyskretnie pominął słowa eutanazja czy zabijanie), że niebawem chorych i cierpiących psychicznie będzie już można likwidować także we Francji, a w Wielkiej Brytanii czy Niemczech debata nad „prawem do godnej śmierci” coraz bardziej się rozkręca. Wszystko pod szczytnymi hasłami „uwolnienia od bólu”, prawa do samostanowienia czy wolności wyboru, z zastrzeżeniem, że oczywiście to wszystko zarezerwowane jest tylko dla absolutnie wyjątkowych sytuacji i ma być niezwykle dokładnie kontrolowane. Problem polega na tym, że jak pokazuje doświadczenie, te zapewnienia można włożyć między bajki. Raz zalegalizowana eutanazja, i to nawet jeśli ograniczy się ją restrykcyjnymi zapisami, ma tendencję to poszerzania swojego zakresu.
A w Belgii widać to gołym okiem. Zaczęło się od dość ściśle ograniczonych przypadków (bardzo podobnych do tych, pod którymi można zlikwidować chorego w Holandii), a obecnie trwa festiwal poprawek, który wciąż poszerza zakres „dostępności” legalnego zabójstwa chorych fizycznie i cierpiących psychicznie. Ostatnio w Belgii zalegalizowano eutanazję dzieci.

Drastyczne liczby
Argumentacja za przyjęciem ustawy, która pozwala na likwidowanie dzieci od dwunastego roku życia za zgodą rodziców i od szesnastego bez niej, była standardowa. Chodziło o to, by „oszczędzić cierpień”, wyjść naprzeciw dramatycznym sytuacjom, a także unormować to, co i tak się w Belgii dzieje (jak zapewniał jeden z ekspertów, nie wolno przymykać oczu na to, że eutanazje dzieci i tak są przeprowadzane, więc trzeba je wprowadzić do systemu prawnego).
Ale na tym zmiany się nie kończą. Lekarze i eutanazistowscy...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: