Duchy Krakowskiego Przedmieścia

I kiedy owładnięci gorączką akcji przewracamy kolejną kartę, okazuje się, że skończył się tom…

Podobno nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, a trylogii przed zamknięciem ostatniego tomu. Zresztą, czy będzie to trylogia? Znając możliwości Tomasza Łysiaka, może to być równie dobrze pięcioksiąg, jak i dylogia.

W każdym razie „Cytadelę” – pierwszy tom „Nieśmiertelnych” – przeczytałem jednym tchem, targany wzruszeniami i przedziwnym uczuciem, że autor opowiada mi coś, co doskonale znam, a zarazem nie znam, historię, która w moim mieście rozgrywa się cyklicznie, na Starówce, na Krakowskim Przedmieściu, gdzie każde pokolenie, nawet jeśli nie musi strzelać diamentami do wrogów, to prędzej czy później staje się kamieniami przez Boga rzucanymi na szaniec.

Jednocześnie, mimo faktograficznej precyzji historyka, mimo obrazów dziwnie znajomych i powtarzających się konfliktów białych i czerwonych, zapaleńców i kunktatorów, tradycjonalistów i modernistów, jest to również – a może przede wszystkim – powieść arcypolska, powieść rodzinna ze sfery ziemiańskiej.

Zmarły ojciec, obciążony błędami przeszłości, matka, która straciła kontakt z rzeczywistością i od miesięcy przebywa w szpitalu, stryj filister i dwaj bracia – jeden świeżo po powrocie ze zsyłki, uwikłany w romans z mężatką, drugi – podczas studiów wciągnięty w wir konspiry i przeżywający pierwszą wielką miłość. Pech chce, że jego wybranka wpadła w oko zruszczonemu Polakowi, kapitanowi carskiej armii. A więc są wszystkie składniki awanturniczej historii, jakby wziętej z Sienkiewicza: miłość, zdrada, tajemnica, konflikt... Ale kłania się równocześnie Prus ze swoim obrazem Warszawy, w której postacie fikcyjne mieszają się z realnymi.

To jednak nie wszystko. Łysiak, jako specjalista od fantasy, wie, czym skusić najmłodszego czytelnika, jest więc w książce całkiem spory ładunek surrealizmu. Czuje się, że do tej kipiącej protestami i lada moment...
[pozostało do przeczytania 30% tekstu]
Dostęp do artykułów: