Bij Ruska, czyli prawdziwa historia złamanej poprzeczki

Ruskie mieli strach w oczach. Wrzask z trybun musiał być przerażający – wspominał obrońca Stefan Floreński. „Synku mój kochany! Pomściliśmy tatę!” – usłyszał 12-letni Krzysztof Pasierbiewicz, dziś nauczyciel akademicki, który był na meczu w 1957 r. z matką. Śmiała się pierwszy raz od dnia, gdy bezpieka zabiła mu ojca. Mecz, w którym dwie bramki strzelił Gerard Cieślik, stał się największą manifestacją antysowiecką w PRL

Bramkarz naszej reprezentacji Edward Szymkowiak stracił w Katyniu ojca, przedwojennego policjanta. Gerard Cieślik siedział w sowieckim obozie po tym, jak złapano go po ucieczce z wojsk Wehrmachtu. Tylko wstawiennictwu innego śląskiego piłkarza Teodora Wieczorka zawdzięczał być może nawet życie, bo szykowano go już do wywózki na Sybir. Teraz Szymkowiak bronił jak w transie, a maleńki Cieślik strzelił dwa gole.

Po drugim meczu, dającym Polakom zwycięstwo 2:1, jak wspomina Pasierbiewicz, „ludzie rzucali się sobie w objęcia, płakali z radości, poleciały w górę czapki, kapelusze, marynarki, torebki. Wszyscy krzyczeli: »Niech żyje wolna Polska!«. Rozbrzmiewały toasty i bimber lał się strumieniami. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że nie da się zabić naszej polskiej duszy”.
Dla towarzyszy szczególnie dotkliwe było to, że to właśnie klasa robotnicza tak demonstracyjnie wykrzyczała z siebie wściekłość na „wyzwolicieli”.

Dlaczego Sowieci nie chcieli grać z nami w piłkę
Na pogrzeb Gerarda Cieślika na cmentarzu w Chorzowie Batorym przyszły w ostatni piątek tysiące ludzi. Mszę św. odprawiał metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. I choć Cieślik w swojej karierze strzelił niemal 200 goli, to arcybiskup podczas mszy wspomniał tylko o tamtych dwóch. Wbrew krążącej dziś pogłosce Cieślik nie złamał Ruskim poprzeczki. To twórczy wkład w jego legendę ze strony autorów filmu „Piłkarski poker”.
Nie było to jedyne takie wydarzenie w historii PRL. Naszym sportowcom kilka razy w...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: