Pracownik Niepodległości

Decydujące walki o istnienie Polski rozegrały się na froncie rosyjskim. Do zwycięstwa Piłsudskiego przyczyniła się genialna strategia: wyczekiwanie, aż białe i czerwone armie rosyjskie maksymalnie się nawzajem wykrwawią. Piłsudski nie wsparł Denikina (zwycięstwo „białych”, którzy byli koalicjantami ententy, oznaczało ponowne uzależnienie od Rosji) i dopiero po jego klęsce rozgromił bolszewików

Życie Józefa Piłsudskiego toczyło się tak, jakby zaprojektował je Wyspiański. Było to przechodzenie z jednego wielkiego mitu w drugi, równie wielki, i – co ważniejsze – s p e ł n i a n i e tych mitów. W ciągu trzydziestu lat, jakie upłynęły pomiędzy spiskiem niedoszłych carobójców a zwycięstwem nad Czerwoną Rosją, zdarzyła się historia, będąca skondensowanym powtórzeniem spisków filomackich i walk Legionów Dąbrowskiego, powtórzeniem czynów Traugutta, Kościuszki, Chrobrego i – jakby tego było mało – jeszcze Odsieczy Wiedeńskiej, ratującej Europę przed Azją. Nastąpiła zarazem korekta i mitów, i historii: wysiłek Piłsudskiego udowodnił, że działalność spiskowców nie musi się kończyć trauguttowską szubienicą, a marsz polskich żołnierzy nie musi urywać się na bagnach San Domingo. Marszałek był pierwszym od czasów Sobieskiego naszym bohaterem zwycięskim.

Te słowa o roli Piłsudskiego to prawie autocytat z książki „Marzyciel i strateg”. Nawet dzisiaj – mimo upływu lat – nie da się jej ująć w inne słowa. Można ją uzasadnić – przypominając fakty.

„Spójnia” – znowu wileńscy filomaci
Czyny polityczne i militarne przesłoniły początkową działalność Piłsudskiego w gimnazjalnej „Spójni”. A przecież miała ona znaczenie i dla młodzieży wileńskiej, i dla przyszłego Naczelnika: hartowała charakter, uczyła odwagi, poświęcenia, pomocy słabszym, a także trudnej sztuki konspiracji – to znaczy podwójnego życia. „Spójnia” zajmowała się tajnym nauczaniem i rozprowadzaniem zakazanych książek; pomagała też finansowo uboższym...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: